“Nie umiemy przewidywać najistotniejszego. Każdy z nas zaznał w życiu największych radości wtedy, kiedy nic ich nie zapowiadało…
Utkałam najbezpieczniejszy kokon. Tkając pozacinałam palce. Ukłułam serce. Nićmi splotłam naderwane kawałki siebie. Ułożyłam się w nim. Czekałam. “Losie słodki, losie słodki”. Spadł śnieg, deszcz, słońce uderzało o ziemię… Umarłam ułożona w kokonie…
Zmartwychwstałam. Opuściłam dawne miejsce zamieszkania bez ruszania się z domu. Mój dom to ja. Kokon? Kokon już niepotrzebny…