“Dotrzymałam tylu obietnic… Dotrzymałam i czy dobrze na tym wyszłam? Nadeszła pora, żeby zacząć je łamać. Jedną po drugiej. Jak szaleć to szaleć…”
Nawet nie wiem od czego zacząć. Jak zacząć? Zarówno wpis jak i układanie tego wszystkiego. Mierzi wiele rzeczy i czas dać im upływ. Już po raz ostatni… Bo zanim coś się zacznie, trzeba najpierw uporać się z poprzednim.
To boli. Niezaprzeczalnie boli, gdy nie mamy wpływu na pewne rzeczy. To niezaprzeczalna prawda, że jeśli coś kompletnie nie zależy od Nas, jeśli jesteśmy bezsilni to boli jeszcze bardziej. To tak jakby ktoś powiedział, że nie chce być z tobą bo masz 165 cm wzrostu… Nic z tym nie zrobisz? Nie staniesz się wyższy, ani niższy. Tego się nie da przeskoczyć. Gorzej, jeśli zostajesz tak zmanipulowany, że jedyne o czym myślisz, to to że to Twoja wina. “165 cm? mogłabym się przecież bardziej postarać, byc wyższa! Mogłam chodzić w obcasach…” Brzmi absurdalnie.A jednak… “Dlaczego ja mu w ogóle powiedziałam, że 165 cm?”
Dziś wiem, że to zupełnie nie moja wina. Dziś wiem, że to gówniarskie zachowanie przejawiające się poprzez logowanie na wielu portalach internetowych o sprośnych tytułach miało dac mi do myślenia. Dziś wiem, że wiele bym zmieniła, ale nie te wypowiedziane 165 cm
i zajęło mi to dwa tygodnie? Istna sinusoida…
Mam wiele żalu, ale nie da mi nic rozpamiętywanie, załamywanie. Zamykam książkę i otwieram kolejną. Oby to nie był dramat… Wolałabym jakieś hollywoodzkie zakończenie, bądź w ogóle nieskończoność…
Czytam z dosc duzej odległości…